
Jak chcecie soundbastards.pl to puknijcie mychą w baner poniżej. POZDRO!

Dzisiaj będzie trochę inaczej. Inaczej, bo trafiło do mnie coś, co uznałem, że muszę tu zamieścić. Dostałem bowiem link od kumpla (pozdro dla Turka), który... powiedzmy wprowadził mnie w osłupienie, a później wkurwienie, jakiego dawno nie zaznałem. Rzecz dotyczy praw zwierząt i cierpieniu jakiemu są poddawane w Chinach. Otóż ja wiem, że w tym kraju degeneratów i mutantów zabijanie zwierząt to norma, zjadanie ich to tez norma, a robienie futer z ich sierści to chleb powszedni. Nie wiedziałem jednak, że te zwierzęta są tak okrutnie traktowane. Myślicie, że je usypiają i potem robią co zwykli robić? Okazuje się, że nie. Te pierdolone chinole tłuką je i żywcem obdzierają ze skóry, bo podobno "wtedy lepiej schodzi". Obdartego tak ze skóry psa rzucają na stos, gdzie zdychają wcześniej obdarte psy. Robią do tego o wiele więcej rzeczy, które ciężko jest zaakceptować i zrozumieć.


Arkham Witch to brytyjski projekt który powstał dwa lata temu i para się tradycyjnym doomem z nutami heavy (ale spokojnie, dzieci, nie ma tu mowy o jakiejkolwiek NWOBHM). Do tej pory wydał tylko jedno demo, które jednak rozłupuje czaszkę na małe kawałki. Jak ktoś napisał na jednym z muzycznych portali, "Demo Arkham Witch brzmi tak ciężko jak to tylko możliwe na demie" i jest w tym naprawdę dużo prawdy. Riffy są powolne, monumentalne, i gdyby przyzwoicie je wyprodukować nie ustępowałyby ciężarem takim kolosom jak np. Warhorse. Tymczasem mamy połowę lat '80, co najważniejsze, razem z ich klimatem. Pomaga w tym na pewno mocno old-schoolowy wokal który jest naprawdę świetny. Poza tym mamy tutaj płeć piękniejszą na perce. Do tego bardzo wyraźny bas i brak cukierkowych osładzaczy w postaci klawiszy., chociaż bywa też całkiem epicko, np. w kawałku "Let England Prevail" który jak chuj przypomina... Manowara (no z takim tytułem to nie dziwota). Lirycznie mamy tutaj oczywiście opowieści niesamowite (a na samym początku albumu recytację 'Cthulhu Phtagn') i wojenne przypowiastki. Swoją drogą, Arkham Witch to projekt dwóch grajków z The Lamp of Thoth które 2 lata temu wydała świetną "Portents, Omens & Dooms", co jest zajebistą rekomendacją. Co miłe, zespół podpisał kontrakt z undergroundowym Barbarian Wrath, więc długograj Arkham Witch to kwestia czasu. Obadajcie, skurwiele!



Są poradniki dla początkujących użytkowników Microsoft Windows. Są poradniki dla początkującego turysty. Są dla początkujących gitarzystów, malarzy, majsterkowiczów, wędkarzy, kierowców... właściwie każdy będzie miał dla siebie jakiś poradnik. Dlaczego więc nie zrobić poradnika dla początkujących... metalowców (lub "użytkowników metalu")? Hej, należy im się, w końcu wbrew pozorom nie jest to taka łatwa rzecz. Żeby być metalem trzeba sporo się namęczyć, to nie jest wcale bułka z masłem - wręcz przeciwnie! Masło z bułką? Nieeee... raczej cegła z paliwem rakietowym, którą trzeba pokroić jednorazowym widelcem. Dokładnie, widelcem. Jako dobry wujek, postanowiłem przysiąść do kominka (kurwa latem...) i napisać ten, mam nadzieję, pomocny poradnik. Podzieliłem go na dwie części - co należy robić, oraz czego nie wolno robić, jeśli chcesz być metalowcem.
Premiera nowego albumu amerykanów z Decrepit Birth była jednym z najbardziej pożądanych wydarzeń na scenie death metalowej tego roku. Największa w tym zasługa genialnej poprzedniczki - 'Dimnishing Between Worlds' która porozstawiała leszczy po kątach i pokazała jak powinno się grać brutalny a jednocześnie przemyślany i techniczny metal śmierci. Czy kolejne dzieło kapeli przyniesie jej kolejnych zwolenników? Kurwa, jak najbardziej.
Z uwagi na gargantuiczne ilości promieni słonecznych wkurwiających swoją intensywnością, zaroiło się również od kameralnych (tych bardziej i mniej) imprez plenerowych wśród których prym wiodą grille i ogniska (oczywiście nie licząc rozpierdalania win po leśnych polankach). Nie mam pojęcia co za chory umysł zaryzykowałby metalową playlistę na grilla z ziomalami, ale jakby taki się znalazł to przedstawiam małą sciągę pomagająca rozkręcić sztywne grill-party, ewentualnie ognisko-party (szczególnie jak w Tesco kasa do alkoholi nieczynna). Ściąga posiada certyfikat Soundbastards gwarantując zimniejsze piwko (dla chłopców) i smaczniejszą kiełbaskę (to dla dziewczynek).
Zgadnijcie co - jeden z najbardziej wyrazistych i ciekawych projektów doom metalowych, KYPCK od dłuższego czasu szuka wydawcy dla następcy zajebistego 'Cherno' z 2008. Jedynkę zespół wydał przez mocno undergroundowe UHO Prod. na dwójkę natomiast na razie nie ma chętnych. Już po raz pizdylionowy włodarze tak większych jak i tych mniejszych wytwórni wkurwiają człowieka. No bo co zrobić kiedy dystrybutorzy biją się między sobą o bandę amerykańskich dzieci z malowanym fryzem, tatuażami z henny, żółtymi trampkami z Converse'a, rurkami odcinającymi dopływ powietrza do genitaliów (niezdrowe!) i pomysłem na muzykę wziętym od identycznej tylko rok starszej bandy której teledyski z laskami z pomalowanymi na czarno oczami widzieli parę razy na MTV podczas gdy naprawdę wartościowe i wnoszące coś w muzykę projekty takie jak KYPCK muszą uganiać się za wydawcami jak głodne psy? No jasne, mogą sami wydać swoją płytkę, ale dystrybutorzy nie powinni myśleć tylko penisami z dolarów (szczególnie dziwi taka postawa wśród małych, niezależnych wytwórni, wtf?), tylko pomagać w rozwoju scen muzycznych. Co za czasy.
No i jeden chuj że czasem śmierdzi gejem, plastikiem czy plagiatem. Amerykański Bitter Frost razem ze sprytnie zatytułowanym debiutem przynosi kawał arcyciekawie zaaranżowanego, melodyjnego, nieco awangardowego "black" metalu. Ta czerń w cudzysłowiu to nie przypadek, na albumie mamy bowiem kocioł kilkunastu różnych ścieżek ciężkiego grania co owocuje niesamowitym zróżnicowaniem kawałków. Mamy tutaj trochę death, a nawet power metal czy symfoniczny gothic. Żeby nikogo za wcześnie nie przestraszyć, naprostuję, że ani na chwilę projekt nie popada w skrajność i słucha się go z prawdziwą przyjemnością. Okej, programming bębnów jest stanowczo zbyt na odwal się, za to solówki jakich doświadczymy w większości tracków na płycie robią naprawdę zajebiste wrażenie, podobnie jest z pracą parapetów. Bitter Frost to projekt jednego człowieka - gitarzysty Christophera A. Eriksona - Szweda zbijającego bąka w USA. Do współpracy zaprosił kilku undergroundowych wokalistów z którymi popełnił ten właśnie album. BF to kolejny projekt, który zrzucony został przez dystrybutorów do dołu z gównem. Aż żal dupę ściska.
Genialni Francuzi z Blut aus Nord wyszli jakiś czas temu z albumem 'What Once Was... Liber I' - zapowiadali powrót do korzeni i obietnicy dotrzymali - 'Liber I' jest bardziej kontynuacją surowej 'Ultima Thulee' niż melodyjnej 'Memoria Vetusta'. Zostało konkretne BaN'owskie brzmienie i klasyczny klimat. Płyta zawiera jeden znakomity kawałek, warto posłuchać.Uwaga! Filozofia ta jest tylko i wyłącznie oparta na luźnych przemyśleniach dotyczących losu człowieka i jego miejsca we wszechświecie. Nie ma na celu obrazy uczuć religijnych i czy jakichś innych (no, może troszkę) więc rozluźnione pośladki bardzo mile widziane!
„Kiedy zesrałem się trzeciego dnia na krzyżu, nie mogłem się podetrzeć, bo i jak, a jednak wierzyłem że nikt tego nie zauważył. Błogosławieni niech będą Ci, którzy nie widzieli a uwierzyli…”
Jezus Chrystus z Nazaretu
W zesraniu się wcale nie tkwi złoty środek. Sranie to tylko złoty półśrodek przez który zobaczyć możemy coś poza. Coś poza nami, czego dostrzec nie możemy, a jednak wiemy, że TO tam jest.


Już widzę te zdziwko na Waszych twarzach. Korn na Soundbastards? Otóż tak, Korn na Soundbastards. I nie, nie piłem nic, nic nie wciągałem, nie miałem wizyty u dilera. Nie jestem zmęczony, nie jestem "mentalny", nie odwróciłem się od wiary i nie zobaczyłem skrzydlatych pedałów w aureolach na niebie. Nikt mi nic do obiadu nie wrzucił, ciężarówka mnie nie potrąciła. To co widzicie, to autentycznie artykuł o Korn na stronie Pożeraczy Dźwięku. Na szczęście nie jest to "normalny artykuł o zespole Korn". Powiem więcej - podejrzewam, że wszystkie Dzieci Kukurydzy będą chciały mnie za ten art zatłuc kolbą, albo powiesić (czy co oni tam za kary uznają). Bo wątpię, żeby mnie polubili. Ale cóż...
Na wstępie muszę powiedzieć jedno: nagrana w ’67 „Piper At The Gates Of Dawn” jest płytą totalną, na wskroś przeszytą muzyczną genialnością i jedną z tych, które swymi influencjami zmieniły nie tylko kierunek w jakim podąża sztuka muzyczna, ale i sposób w jaki postrzega się kwasowy świat.
Debiut Pink Floyd nie był jakoś specjalnie wyczekiwany – na rynku ukazał się pierwszy album brytyjskich gołowąsów zafascynowanych muzyczną używką w postaci rocku i folku psychodelicznego, którą uformowali w swój własny sposób.





VENOM- warszawski koncert odwołany!
Agencja Koncertowa Global Promotion w porozumieniu z zespołem Venom postanowiła odwołać występ w warszawskiej Stodole. Przyczyną jest bardzo małe zainteresowanie występem. Bilety można zwracać w punktach ich zakupu.
Pragniemy również poinformować, iż zakupione na warszawski koncert bilety będą respektowane 23.06 w Krakowie w klubie Kwadrat (różnica w cenie biletu zostanie zwrócona przy wejściu).



